...czyli to czego nikt nie chce słyszeć, ale co powiedzieć trzeba.
Już 21 maja, Mariusz Pudzianowski zmierzy się z amerykańskim wielkoludem Timem Sylvią na gali Moosin w Bostonie. Wiadomość o samej walce była zaskoczeniem nie tylko dla fanów MMA w Polsce, ale chyba przede wszystkim dla włodarzy KSW, którzy o fakcie podpisania umowy z managerami Moosin dowiedzieli się, gdy było już po wszystkim. A to chyba właśnie oni mieli najbardziej trzeźwe spojrzenie na sytuację Pudziana w MMA, mieli plan na „rozwój jego kariery” (nie znoszę tego stwierdzenia, szczególnie w kontekście MMA), no i koniec końców mieli nadzieję na trochę dłuższe „podojenie” złotej krowy, jaką okazał się być w Polsce Strong Man. Ale po kolei…
Casus Boba Sappa – czyli długa dygresja
Nie chcę wyjść na totalnego bubka i aroganta, ale przyszłość Pudziana w MMA postała w mojej głowie się już dawno, dawno temu. Ba, znam nawet datę dzienną tego nic nieznaczącego wydarzenia – 28 sierpnia 2002. To właśnie wtedy zobaczyłem coś, co wydawało mi się jest wskazówką do drogi do sukcesu pierwszego Polaka w MMA. W zapełnionej 70 tysiącami ludzi Saitama Arena w Tokio, Bob Sapp stoczył walkę życia z Antonio Rodrigo Nogueirą podczas gali Pride Shockwave. Przez prawie kwadrans, dwumetrowy i (wtedy) ponad stusiedemdziesięciokilowy Sapp rozrywał na strzępy Nogueirę – już wtedy uznawanego za jednego z najlepszych na świecie. Japończycy specjalizują się w ustawianiu tzw. „freak matches” gdzie profesjonalnemu fighterowi przeciwstawiany jest osobnik o nikłym doświadczeniu w walce wręcz, ale na ogół prezentującego ponadprzeciętne warunki fizyczne. I właśnie tak doszło m. in. do tego, że szanujący się Cesarz Emalienko bawił się w powalanie góry zwanej Zulhuzinho, technik Royce Gracie pokonał 300 kilowego Akebono, a 80 kilogramowy Ikhusa Minowa – 2,20 metrowego Giganta Silvę. Przykłady można by mnożyć długo, ale walka Sapp – Nogueira nie była podobna do ww. szybkich, dominujących zwycięstw mniejszych ale bardziej technicznych zawodników. Sapp przez prawie kwadrans regularnie gnoił Brazylijczyka z gracją, siłą i techniką rozwścieczonego goryla (jeśli zobaczcie to sami – przekonacie się, że nie jest to bynajmniej rasistowska docinka). Nogueira tymczasem rozpaczliwie łapał go za różne kończyny, po to by po chwili puścić je w totalnej bezradności, spowodowanej zbyt miażdżącą różnicą sił. Aż ciężko uwierzyć, że przeżył on slama prosto na głowę, przy docisku 170+ kilowego potwora. Jeśli widzieliście suplex Randlemana na Fedorze – to było to właśnie coś z tej samej kategorii: powalenia budzące przerażenie. Jednak w końcu, w 4:03 drugiej rundy to Nogueira wyciągnął w końcu wycieńczoną łapę Sappa i zakończył jeden z najbardziej wyrównanych „freak matches” w historii MMA.
Marbob Sappudzian kontra MMA
Co to wszystko ma się do Pudzianowskiego? Więc właśnie wtedy powstała w mojej głowie myśl, że skoro to nasz człowiek jest najsilniejszy na świecie (ergo: jeszcze silniejszy niż Sapp), to poradzi on sobie jeszcze lepiej niż Amerykanin. Czym było by dla człowieka przesuwającego ciężarówki, zgięcie ręki w łokciu, która rozciągana jest przez wszystkie mięśnie przeciwnika i obronę dźwigni w ten, czysto siłowy sposób? A jeśli tak – to ciężko wyobrazić sobie inny sposób na pokonanie Polaka (chyba równie ciężko było by udusić kogoś, kto obwodem szyi dorównuje pniakowi 30-letniego Dębu). W moim przekonaniu tkwiłem dosyć d??ugo… głównie do czasu pojawienia się prawdziwych „heavyweightsów” w UFC oraz… odkryciu znaczenia cardio.
Mariusz Pudzianowski wzbudził w Polsce taką euforię jak kiedyś budzili inni giganci, którzy trafiali do ringów i klatek MMA na całym świecie. Nikt nie dopuszczał myśli, że ktoś o takich warunkach fizycznych mógłby być w ogóle podatny na obrażenia. W powszechnej opinii funkcjonuje właśnie taki image Mariusza, a jego „walka” z Najmanem tylko potwierdziła w fanach to przekonanie. Słowo walka w tym wypadku jak i w wypadku późniejszej walki z Yusuke Kawaguchim użyłem w cudzysłowiu, gdyż niestety nie były to w pełni walki MMA. Przeciwnika o nazwisku Najman nie warto ani komentować, ani przede wszystkim brać pod uwagę jako zawodnika MMA. Równie dobrze mógłby tam stanąć KTOKOLWIEK inny. I kropka. Jeśli chodzi o walkę z Kawaguchim to niestety drodzy fani Pudziana – na międzynarodowe standardy profesjonalnej (!) walki MMA zabrakło mu jednej, trzeciej rundy. Walki 2 rundowe są w USA traktowane jako amatorskie i nie są brane pod uwagę w oficjalnych statystykach (patrz chociażby: TUF). W Japonii owszem są 2 rundy – ale pierwsza trwa 10 minut! A ślepy jest ten, kto nie widzi, że właśnie ta trzecia runda skończyłaby się bardzo źle dla naszego idola.
Zobacz także:
- Rozważanie o Pudzianie (cz. 2)
On - data dodania: 18.05.2010 / 15:58
Pudzian da rade :) Czekam na drugą część tekstu :)
Strona główna Archiwum Patronat medialny Kontakt
Wszelkie prawa zastrzeżone - MMA Station | Realizacja: imaginacion.pl