Walka wieczoru: Rampage vs. Rashad
W walce wieczoru zabrakło spodziewanych fajerwerków, których mieli dostarczyć, od dawna nieznoszący się Quinton Jackson i Rashad Evans. Pierwszy chyba zapomniał jak wygląda walka w klatce (głównie ze względu na 15 miesięczną przerwę w trenowaniu spowodowaną chęcią rozwoju kariery filmowej Jacksona jak i fakt, że przystępując do nich przed walką z Rashadem ważył ponad 110 kilo), drugi zaś ewidentnie unikał konfrontacji w stójce (gdzie brylował technikami odskocznymi a’la Machida) i wolał zdobywać punkty u sędziów za kontrolowanie przeciwnika w klinczu i na ziemi. Pierwsza runda przebiegła pod dyktando Evansa, który już w pierwszych sekundach prawie, że znokautował Rampage’a prawym sierpowym, a następnie punktował go z doskoku i doprowadził do jednego, ale za to potężnego obalenia. Druga runda to prawdziwy śpioch („snoozer”) gdzie nie wydarzyło się praktycznie nic. W trzeciej, najlepszej z rund, wreszcie (choć tylko na moment) obudził się Rampage, który trafił potężnym ciosem Evansa i prawie dokończył go ciosami na ziemi. Herb Dean nie przerwał jednak pojedynku, a Evans po chwili świetnie wygrzebał się spod Jacksona. Po tym jak ten drugi zupełnie bezsensownie oddał pole i pozwolił się otrząsnąć Evansowi, (co ewidentnie wynikało z braku siły na ostatnie chwile walki) w ostatnich dwóch minutach to właśnie Rashad pogrążył Quintona licznymi obaleniami i słabym, ale bardzo widocznym g’n’p. Zasłużona wygrana Evansa spowodowana była nie tylko licznymi brakami w „grze” Jacksona, ale i świetnym przygotowaniem taktycznym Evansa przez arcy-coacha Grega Jacksona. Już niedługo Evans spotka się, z Shogunem Rua, a Rampage ma przed sobą wiele do odrobienia, by móc znowu walczyć na najwyższym poziomie.
Najlepsze walki gali:
Duffee vs. Russow
Jedna z największych nadziei kategorii najcięższej – Todd Duffee jednak nie podołał „pełnemu daniu”, jakie zafundowali mu włodarze z UFC, i po dwóch dominujących rundach został znokautowany w brutalny sposób przez swojego przeciwnika, weterana Mike Russowa. Przez dwie i pół rundy Duffee okładał przeciwnika wszystkim, czym tylko umiał (kombinacje 1-2, i w szczególności dewastujące podbródkowe), obnażając w zasadzie nic innego jak tytanową szczękę Russowa, który co kilkanaście sekund chwiał się lub upadał od potężnych uderzeń, ale nigdy ostatecznie nie wypuścił kierownicy z rąk. W 2:35 Russow zaatakował i dwukrotnie trafił zmęczonego już, i jak i zapewne rozluźnionego Duffee (zwycięstwo miał w kieszeni, jeśli chodzi o decyzję sędziów), a następnie dopadł go na ziemi gdzie dla formalności zadał ostateczny cios rozpłaszczonemu na plecach młodzianowi. Szok i niedowierzanie komentatorów i publiczności trwał dłuższą chwilę, ale koniec końców okazało się to, co warto zawsze pamiętać w walkach MMA – doświadczenie gra często rolę decydującą.
Sanchez vs. Hathaway
W tym starciu można było zaobserwować dwie znaczące rzeczy. Po pierwsze, Diego Sanchez z nie lada zawodnika stał się tym, który rutynowo niemalże, co walkę, przez swoją nadgorliwość i nieuwagę zostaje na samym początku pierwszej rundy poczęstowany nokautującym uderzeniem, którego efekty zbiera i stara się nieudolnie niwelować przez resztę walki. Tak było z Fitchem, z BJ Pennem i tak było i tym razem. Hathaway poczęstował Sancheza potężnym kolanem pod brodę, co skończyło się miażdżącym g’n’p przez resztę rundy. Pozostałe dwie działy się w większości w stójce gdzie częściej i efektowniej punktował Anglik. Po drugie, zwyciężając jednogłośną decyzją sędziów, Hathaway udowodnił, że pomimo młodego wieku posiada nie tylko wymagane zdolności, ale i niezbędne doświadczenie by móc walczyć z najlepszymi.
Nogueira vs. Brilz
Ogromne zaskoczenie, ale i walka wieczoru. Okazało się, że albo to Brazylijczyk jest mocno przereklamowany (a mówiono przed walką, że jest, co najmniej tak dobry jak brat bliźniak a może i nawet lepszy), albo to Brilz zasługuje na większe uznanie niż się mogło wydawać. Przez trzy rundy, Amerykanin wygrywał walkę w stójce i z łatwością radził sobie z Nogueirą na ziemi, gdzie nawet przez krótką chwilę, wydawało się, będzie w stanie poddać Brazylijczyka przez duszenie gilotyną (runda 2). Po piętnastu minutach walki wydawało się, że to Amerykanin wygra, ale sędziowie przez podzieloną decyzję przyznali zwycięstwo Nogueirze (29-28, 29-28 i 28-29). Niezależnie od tego czy było to wynikiem widocznej utraty sił Brilza w ostatnich minutach starcia, czy też bardzo groźnej pozycji krucyfiksu, w który udało się chwilowo zapętlić Amerykanina – pojedynek był doskonałym pokazem MMA i obu panom (i mimo wszystko myślę, że Brilzowi przede wszystkim) przyniesie dużo szacunku zarówno wśród fanów sportu jak i w samym UFC.
Diabate vs. Cane
Nieco ponad dwuminutowe starcie light heavyweightów było pojedynkiem bardzo ekscytującym i tak jak można się tego było spodziewać – przepełnionym ciekawymi akcjami w stójce. Diabate dobrze wykorzystał własną przewagę w zasięgu, a Cane umiejętnie ją skraca??, co jednak po kilku udanych kombinacjach sam przypłacił swoim nokautem. Co na początku mogło wydawać się agresywnym przejęciem inicjatywy przez Cane’a, skończyło się pięknymi uderzeniami Diabate, który po kilku kombinacjach 1-2 ostatecznie powalił Brazylijczyka na matę w 2:13 pierwszej rundy. Cane wypadł ostatecznie z ubiegania się o walki „tytułowe”, natomiast Diabate musi chyba jeszcze poczekać i pokonać kilku „gatekeeperów”, nim powalczy o tytuł.
W skrócie:
Amir Sadollah nie poradził sobie z wybuchowym Koreańczykiem. Po trzech rundach może uznać za sukces samo to, że przetrwał po to by usłyszeć niepochlebną decyzję sędziów (30-27 razy trzy). Dong Hyun Kim dominował na ziemi, w stójce i w klinczu przez pełne trzy rundy. W kolejnym występie z całą pewnością zobaczymy go na „main card”.* Michael Bisping przez trzy rundy walczył z Danem Millerem i również zwyciężył jednogłośną decyzją sędziów. Obaj gentlemani większość walki stoczyli w stójce, obnażając multum swoich niedostatków w tym aspekcie gry. Bisping lepiej i celniej boksował i za to należało mu się zwycięstwo. * Efrain Escudero pokonał Dana Lauzona w trzyrundowym starciu. Meksykanin dominował wszystkie trzy rundy, o ostatnią zremisował jedynie ze względu na faul (kopnięcie w suspensor). 29-27 razy trzy dla Escudero. * Ryan Jensen udusił gilotyną Jessego Forbesa w 1:37 rundy pierwszej. * Aaron Riley pokonał decyzją sędziów Joe Brammera (30-27 razy trzy). * Melin Guillard popisowym kolanem na tułowie powalił Waylona Lowe i wykończył ciosami na ziemi w 3:28 rundy pierwszej.
Nagrody:
Walka wieczoru: Antonio Rogeiro Noguiera vs. Jason Brilz (po 65,000 $)
Nokaut wieczoru: Mike Russow w walce z Toddem Duffee (65,000 $)
Poddanie wieczoru: Ryan Jensen w walce z Jessem Forbesem (65,000 $)
Pełna lista płac
Nieznaczące uwagi:
Wszyscy podopieczni Grega Jacksona wygrali swoje walki na UFC 114. Ci zawodnicy to oczywiście Rashad Evans oraz: Aaron Riley, Ryan Jensen i Melvin Guillard.
6 z jedenastu pojedynków zakończyło się decyzjami sędziów.
on - data dodania: 31.05.2010 / 11:26
Rampage to się nadaje, ale do wygłupów w drużynie A a nie walce na ringu MMA :D
Strona główna Archiwum Patronat medialny Kontakt
Wszelkie prawa zastrzeżone - MMA Station | Realizacja: imaginacion.pl