W sobotę odbyła się" />

W sobotę odbyła się gala UFC 115, która zadziwiła wielu pod względem emocji jakich dostarczyła i rozwiązań jakie podczas jej nastąpiły. Walki były długie, ale na 11 starć, tylko 4 z nich zakończyły się decyzjami sędziów. Aż trzy walki skończyły się w ostatniej minucie, ostatniej rundy – i to te walki właśnie były jednymi z ciekawszych. Przejdźmy zatem do małej analizy:
Main Event: Rich Franklin vs Chuck Liddell
W tym starciu byłych gigantów racjonalne było to, że panowie nie będą bawić się w zapasy czy też wyłapywanie swoich kończyn, i że wezmą się ostro za pracę w stójce od pierwszej sekundy. Można by rzec, że były to jedne z najbardziej emocjonujących 4 minut i 55 sekund w ciągu tego roku, a już na pewno w main evencie. W przeciwieństwie do bardzo podkręcanego starcia Rashada z Rampagem, gdzie przez dłuuugie chwile wiało absolutną nudą, w tym wypadku weterani nie oszczędzali się na ostatnią rundę. A jak to się odbyło? Liddell jak zwykle był stroną bardziej agresywną i atakującą. Franklin uciekał o szeroko rzucanych cepów Icemana, ale i też bardzo trafnie kontrował i punktował przeciwnika. Gdy tylko wydawało się, że Franklin słabnie – Liddell pociskał go jeszcze bardziej, zganiając w coraz to inny kąt oktagonu. Po kolejnym, i jak się szybko okazało ostatnim pościgu tej walki, Franklin będąc pod ogromną presją naporu Liddela odwinął się prawym sierpowym, trafiając Chucka prosto w szczękę i dobił go ciosami na ziemi. Nie było to potrzebne, gdyż „łamiący się” bezwładnie jak drzewo na ziemię Liddell uderzył w nią jeszcze z całym impetem głową. Franklin pomimo złamanej wcześnie (w drugiej minucie starcia) lewej ręki, był w stanie wyciągnąć bardzo efektowne zwycięstwo.
Chuck jak wieszczą już wszyscy – żegna się z UFC jako zawodnik, a i bardzo możliwe, że ze sportem zawodowym w ogóle. Franklin ma się ponoć bić ze zwycięzcą Jon Jones – Władimir Matyushenko, i piąć się w kategorii 205 na sam szczyt.
Mirko CroCop vs. Pat Barry
Walka między tymi zawodnikami była bardzo ciekawa z trzech względów: na powrót chorwata do akcji po kilku bardzo słabych występach, na potencjał jaki pokazał w ostatniej walce Barry, i ze względu na to, że CroCop dla swojego przeciwnika stanowił coś na miarę idola. CroCop nie istniał w ogóle w pierwszej rundzie. Barry raz za razem punktował chorwata, czy to ciosami sierpowymi czy dewastującymi low-kickami. CroCop po ciosach pięścią padł na „deski” dwukrotnie, przy czym za drugim razem, mogło to oznaczać dla niego koniec… gdyby Barry miał tylko siłę go wykończyć. A siły tej nie miał od końca pierwszej rundy, aż po sam koniec walki. CroCop zaś, mocno obity, ale skory do wymian, od końca rundy drugiej zaczął dominować walkę w stójce, po to by w trzeciej już swobodnie punktować wyczerpanego Barrego. Nikt jednak nie przewidział, że po bardzo udanej serii ciosów (prawy, lewy, podbródek i lewy) powali Barrego, „zajedzie” serią krótkich, ale szybkich ciosów pod siatką, a na sam koniec udusi od tyłu (!). Barry był tak wykończony całą walką, że chorwat nie musiał nawet opleść nóg wokół przeciwnika. Amerykanin odklepał się już po dwóch, trzech sekundach, bez próby toczenia ani nawet podjęcia prób walczenia z trzymaniem. Zwycięstwo CroCopa przez duszenie tylne w 4 minucie i 30 sekundzie trzeciej rundy.
CroCop zadziwił niedowiarków, a swoich fanów ucieszył jednym z najciekawszych comeback’ów ostatnich lat. Pod okiem nowego trenera – Rocka Roofusa i jego team’u w USA CroCop zdaje się posuwać do przodu w ewolucji swojego stylu MMA. Natomiast czy jego comeback będzie trwały pokaże oczywiście czas.
Ben Rothwell vs Gilbert Yvel
Ciekawe starcie dwóch całkiem dużych panów, miało swoje przestoje, ale warto je zobaczyć, ze względu na niesamowitą zdolność przetrwania Yvela na ziemi. Zawodnik ten jako jedyny dziś jest w stanie oddawać ciosy przeciwnikowi , gdy ten ma go w pełnym dosiądzie. Dodatkowo Yvel drugiej rundzie to Yvel dokonał kolejnego niesłychanego w tej pozycji ruchu, łapiąc rękę Rothwella w klucz i obracając go pod siebie. Za tym poszła seria nieodpowiedzianych ciosów, które ewidentnie zabolały Rothwella, ale holendrowi zabrakło sił na wykończenie przeciwnika. To była jedyna poważna akcja, która mogła zagrozić Big Benowi, który resztę czasu kontrolował Gilberta na ziemi i punktował go, osiągając niezbędne minimum – jednogłośną decyzję sędziów. Żaden z zawodników nie zyskał nic specjalnego dzięki tej walce. Yvel pokazał, że potrafi być groźny, ale z jego agresji sprzed lat jak i cardio brakuje bardzo wiele, i nie zajdzie już nigdy na sam szczyt. Rothwell zaś, jako były czempion IFL, zawodzi po raz kolejny nie dotrzymując swojego słowa, jakoby to miał być lepszym i zniszczyć swojego przeciwnika.
Martin Kampmann vs Paulo Thiago
Brazylijski pretendent do korony GSP zawiódł po całej linii w walce z, wydawałoby się, słabszym duńczykiem. Po szybkim nokaucie Josha Koschecka i laniu jakie spuścił Mikeowi Swickowi, Thiago został zdominowany w każdym aspekcie walki przez Kampmanna. Przez trzy rundy duńczyk miał jedną doskonałą, i zarazem oryginalną okazję na zaduszenie Thiago, czymś, co jest połączeniem gilotyny i trójkąta rękami. Brazylijczyk ostatecznie jakimś cudem uniknął dekapitacji, ale mimo wszystko warto zobaczyć tą akcję pod koniec pierwszej rundy. Ostatecznie jednogłośną decyzją wygrał Kampmann, z którego niespodziewanie robi się poważny aspirant do ścisłej czołówki kategorii 170 funtów.
Carlos Condit vs Rory Markham
Dwudziestoletni zaledwie młodzian z Kanady, o dziwnym imieniu Rory, miał przed tą walką już sporo doświadczenia, będąc zwycięzcom 10 walk z rzędu. Jego pierwsza porażka nastąpiła właśnie w walce z Conditem, który przez pierwsze dwie rundy, był totalnie zdominowany przez Markhama. Rory atakował i w stójce i na ziemi, a w żadnej z tych pozycji nawet na chwilę nie dawał się wybić z rytmu. W trzecie rundzie musiała jednak znowu zadziałać porada coacha Grega Jacksona, który tak zmotywował Condita, że ten kompletnie zdusił młodziana i bardzo ostro zajął się „remodelingiem” jego facjaty. Kolejna walka wieczoru skończyła się przewrotnie i tuż przed czasem, gdy sędzia podjął kontrowersyjną decyzję i na siedem sekund przed końcem walki odciągnął młócącego Condita ze zwłok po Markhamie. Decyzję kontestowano, ze względu na to, że sędziowie, biorąc pod uwagę pozostałe dwie rundy, musieliby zadeklarować wygraną kanadyjczyka, lub w najgorszym dla niego wypadku remis. A tak zwycięstwo przypadło Conditowi, a Markhama będzie czekała długa rehabilitacja, i bardziej udany powrót do UFC (oby).
W skrócie:
Największe kontrowersje wieczoru wzbudziła wygrana Matta Wimana nad Mattem Danzigiem. Ten drugi został złapany w całkiem groźne duszenie ale ani się nie odklepał, ani nie dał po sobie poznać, że jest zagrożony utratą przytomności. Sędzia jednak przerwał walkę i pomimo protestów obu zawodników, przyznał zwycięstwo Wimanowi. Ta walka będzie najprawdopodobniej powtórzona. * Evan Dunham po ciężkim trzyrundowym pojedynku pokonał Tysona Griffina, umacniając tym samym swoją pozycję w kategorii 155. * Powracający weteran David Loiseau przegrał w drugiej rundzie z Mario Mirandą przez TKO w 4:07 drugiej rundy. Miranda powinien pojawić się wkrótce na Main Cardzie. * W pozostałych walkach: Mike Pyle pokonał Jesse Lennoxa przez trójkąt w 4:44 rundy trzeciej James Wilks pokonał Petera Sobotte przez decyzję, a kanadyjczyk Claude Patrick pokonał Ricardo Funcha Fucha 1:48 drugiej rundy, przez gilotynę.
Bonusy:
Walka wieczoru: Carlos Condit vs Rory Markham – po 65,000$
Nokaut wieczoru: Rich Franklin – 85,000$
Poddanie wieczoru: Mirko CroCop – 85,000$
Strona główna Archiwum Patronat medialny Kontakt
Wszelkie prawa zastrzeżone - MMA Station | Realizacja: imaginacion.pl