Wielkimi krokami zbliża się kolejna gala UFC. Niniejszy tekst ma stanowić nie tylko przybliżenie fighterów i walk, jakie mają stoczyć, ale i zachęcić Was – czytelników mmastation do wkręcenia tego, co warto będzie obejrzeć podczas nadchodzącej sobotnio-niedzielnej nocy.
Dlaczego w ogóle warto obejrzeć UFC 114?
Ponieważ:
- nastąpi wreszcie rozwiązanie jednego z największych konfliktów, dwóch bardzo wyrazistych osobowości świata MMA (i to takiego prawdziwego a nie a’la Ken Shamrock i WWE) czyli Rampage kontra Rashad
- ponieważ zwycięzca wyżej wymienionego starcia będzie bił się o tytuł Light Heavyweight z Mauricio Rua
- wystąpi mniejszy, ale równie utalentowany Nogueira, który po zniszczeniu Luisa Arthura Cane’a będzie musiał poradzić sobie z twardym zapaśnikiem, jakim jest Jason Brilz
- wraca do oktagonu niejaki Todd Duffee – dwudziestoczteroletni gigant, porównywalny z postury i dynamiki do Brocka Lesnara i zarazem właściciel najszybszego, siedmiosekundowego nokautu w UFC
- zapowiada się prawdziwy festiwal nokautów, gdyż niewielu z 22 walczących zawodników będzie dążyło do poddania swojego przeciwnika, a nawet jeśli to po solidnej młócce na stojąco
Walka wieczoru:
Quinton „Rampage” Jackson vs. „Sugar” Rashad Evans
Nie trzeba być geniuszem, żeby zauważyć, że w tym wypadku walka wieczoru dystansuje pozostałe, zarówno pod względem tak zwanego przedgalowego „hype’u” (czyli „nakręcenia”), ale i fajerwerkom jakie powinny dziać się w ringu. Dla tych, którzy nie widzieli jeszcze UFC Primetime (dokumentalny, trzy częściowy film opisujący przygotowania obu Panów przed walką) trzeba wspomnieć nie tylko o totalnej nienawiści, jaką darzą się obaj gentlemani, ale i o ich wysiłku treningowym, którym również obaj się szczycą. Podobno wysiłek ten był największy w ich życiu, a forma fizyczna jak nigdy przed żadną inną walką. Rampage po ekscesach w USA przeniósł się do Liverpoolu i tam trenuje w Wolfslair Academy pod okiem Marka Kinneya (boks), Lance’a Gibsona (kickboxing) oraz Mike’a Dolce (trening siłowy). Osobiście, nie jest to dla mnie niestety wyznacznikiem sukcesu Quintona, gdyż Brytyjczycy zawsze prezentowali bardzo hermetyczne podejście do trenowania a sam Mike Dolce jest raczej nieudanym zawodnikiem (odpadł wcześnie w TUF) i zdaje się więcej mówić niż umieć. W narożniku, trenującego w Grudge Center w Kolorado Rashada Evansa będzie jak zawsze sam mistrz Yoda Greg Jackson – jak na razie chyba najlepszy coach w amerykańskim MMA, który słynie z bezbłędnie opracowywanych strategii dla swoich zawodników. Chyba między innymi, dlatego Quinton (też) Jackson miał tak wielkie problemy w swojej ostatniej walce w UFC z Keithem Jardinem. Do tego Evans sparuje z samym Shanem Carwinem oraz Natem Marquartem czy Jamesem McSweeney – panami, którzy przewyższają go albo masą, albo techniką albo obiema tymi rzeczami naraz.
W tym starciu, większość publicystów sportowych przewiduje walkę w stójce i rozwiązanie przez nokaut. Oczywiście o ile Evans nie dostanie innych wskazówek od Yody – a jeśli tak, to będzie próbował sprowadzić Rampage’a na ziemię i wykończyć go właśnie tam. Takie rozwiązanie wydaje mi się jednak mało prawdopodobne i sam daje zwycięstwo przez decyzję swojemu osobistemu faworytowi – Jacksonowi (Quintonowi, rzecz jasna!).
Co jeszcze koniecznie trzeba zobaczyć:
Diego Sanchez vs. John Hathaway
Diego Sanchez po laniu, jakie dostał od BJ Penna w 155 wraca do wagi 170 funtów by spotkać się z zaledwie 22-letnim Hathawayem. Ten drugi nie przegrał jeszcze żadnej walki (a wygrał 12) i spotkanie z Sanchezem będzie dla niego pierwszym prawdziwie trudnym testem. Jeśli uda mu się go przejść – będziemy świadkami narodzin nowej gwiazdy. Jeśli przegra – to dla Sancheza zwycięstwo będzie stanowić dopiero początek długiej i trudnej (a przy aktualnej dominacji GSP prawdopodobnie niemożliwej) drogi po koronę kategorii Welterweight. Ostatecznie wydaje mi się, że wydarzy się to drugie, ale po ciężkim boju zakończonym decyzją – Hathaway będzie mógł i tak trzymać swoją głowę uniesioną wysoko.
Amir Sadollah vs. Dong Hyn Kim
Sadollah to nader niespodziewany zwycięzca siódmej serii TUF. Kim zaś zapowiadany jest na przyszłą gwiazdę, po tym jak brutalizuje swoich przeciwników – najpierw w Azji a potem w UFC. Sadollah w TUF wykańczał przeciwników swoją wytrzymałością oraz dźwigniami na ręce – tych atutów zabrakło mu w walce z Johnym Hendricksem, który znokautował go w 29 sekund. Sadollah odbił się jednak dzięki wygranej z Philem Baronim, który znany jest głównie (jeśli nie tylko) ze swojej ogromnej siły i chęci młócenia się w stójce. Starcie to wygrał zwycięzca TUFa, co zapowiadałoby, że jednak umie radzić sobie w fighterami, którzy nie lubią bawić się na ziemi, a Kim – może bez tak bardzo psychopatycznego upodobania jak Baroni – woli kasować przeciwników na stojąco. Jeśli Koreańczyk wygra tą walkę – ja zacznę go traktować na serio, a Amir Sadollah pożegna się z UFC. Wierzę jednak, że tak się nie stanie i potomek Persów po ciężkim laniu w początkowych minutach, wyrwie i rozprostuje jedną z rąk azjaty.
Luis Arthur Cane vs. Cyrille Diabate
Ostatnia ofiara mniejszego („Minitoro”) Nogueiry spotka się z dłuuuugim (najwyższym w kategorii Light Heavyweight w UFC zawodnikiem – 199 cm) Francuzem Diabate. Choć obaj znają dobrze brazylijskie Jujitsu, zapowiada się raczej ciężka wojna na stojąco. Panowie walczą w niej o wszystko, ponieważ dla Cane’a oznaczałoby to drugą z rzędu porażkę z nowoprzybyłym do UFC zawodnikiem. Diabate zaś wydaje się być zawodnikiem o dużym potencjale (trenuje chociażby z Danem Hendersonem), ale w swojej karierze spalał się w najważniejszych momentach. Zwycięzcę ciężko wytypować, ale walka najprawdopodobniej zakończy się nokautem.
Todd Duffee vs. Mike Russow
Po swoim ultraszybkim zwycięstwie w UFC 102 nad Timem Hague, Duffee krzyczał do kamery, by Dana White nie karmił go już przystawkami, ale dał mu naprawdę zjeść. Dostał więc 121 kilo zapaśniczego weterana, który może nie dominował nigdy w żadnej lidze ale przegrał tylko raz z Sergiejem Kharitanowem (który był wtedy u szczytu formy w Pride), a resztę czasu poświęcał na dławieniu swoich przeciwników na ziemi. Jak każda walka najcięższych zawodników w UFC – i w tej będzie działo się bardzo dużo. Duffee jest i będzie potworem pożerającym przeciwników jak przystawki, ale tym razem może udławić się zbyt dużym stekiem upieczonym przez White’a i spółkę. Bez wskazania zwycięzcy, skłaniam się ku ciężko wypracowanemu zwycięstwu Russowa.
W skrócie:
Antonio Rogeiro Nogueira vs. Jason Brilz
„Minitoro” albo zmiecie amerykańskiego zapaśnika, albo ten drugi będzie musiał czymś poważnie zaskoczyć – a na pierwszy rzut oka, raczej nie ma czym. Młodszy Nogueria świetnie boksuje a na ziemi czuje się bardzo swobodnie – w zasadzie jak tak swobodnie, jak gość z pistoletem w walce na noże. Do tego, po rezygnacji Forresta Griffina z udziału w tej walce miesiąc temu – Brilz nie miał dużo czasu na odpowiednie przygotowania. Jeśli Brilz „zdejmie” Brazylijczyka na ziemię to tylko po to, by po chwili się odklepać. Rogeiro przez destrukcję.
Michael Bisping vs. Dan Miller
Angielski bucowaty milord kontra niespełniony potencjał. Bisping każdy aspekt gry ma opanowany w stopniu średnim, co pozwala mu być przeciętnym w każdym starciu, w każdej kategorii wagowej. Miller, jeśli chce jeszcze powalczyć o pas musi zdominować Bispinga, dławiąc go na ziemi, co (o dziwo!) kompletnie nie udało się Denisowi Kangowi. Miller wygrywa przez ground’n’pound a Bisping po walce będzie szukał pocieszenia w 170.
Efrain Escudero vs. Dan Lauzon
Escudero – zwycięzca ósmej edycji TUFa, wniósł świeży powiew talentu do kategorii 155 funtów…. do momentu, gdy dostał tęgie lanie od Evana Dunhama w UFC Fight Night 20. Czy było to dziełem nieodpowiedniego przygotowania wydolnościowego, czy Escudero nie jest jednak tak dobry jak mogło się wydawać – pokaże spotkanie z młodszym z braci Lauzon. Zadanie powinno być o tyle łatwiejsze, że Dan pokłócił się ostatnio z całym światem MMA (a jego brat Joe publicznie się od niego odciął). Zwycięstwo Escudero przez TKO.
Pozostałe walki to:
Melvin Guillard vs. Waylon Lowe – doświadczony weteran kontra nowo przybyły do UFC, ale masywny zapaśnik
Aaron Riley vs. Joe Brammer – średniej klasy weteran UFC, kontra nowy nabytek tej ligi (1 przegrana)
Jesse Forbes vs. Ryan Jensen – pierwszy przegrał do tej pory w UFC już raz na jedną stoczoną tam walkę, drugi dwa razy przy jednym zwycięstwie – walka o przetrwanie
P.S. I to by było na tyle... Zgadzających się z moją "analizą" lub tych (a może nawet w szczególności tych) którzy się nie zgadzają zapraszam do komentowania!
MMA - data dodania: 27.05.2010 / 14:12
Fajna zapowiedź, będzie się działo. Szkoda tylko, że w TV tego nie obejrzymy :/
Strona główna Archiwum Patronat medialny Kontakt
Wszelkie prawa zastrzeżone - MMA Station | Realizacja: imaginacion.pl